społeczna strona miasta

Las i Kronospan.

Po zadaniu pytania, co ma wspólnego ze sobą las i Kronospan, większość z czytających popuka się w głowę: jak można pytać o oczywistą oczywistość?  Się ścina, się wiezie, się rozdrabnia, się robi płytę, się spala resztę, żeby w Mielcu pachniało. A kasę mają Lasy Państwowe i Kronospan. Ale dla mnie sprawa nie jest taka oczywista.
Decyzje polskich władz w sprawie zwiększonej wycinki w Puszczy Białowieskiej naruszają prawo UE - orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE
Ta decyzja kończy wielomiesięczny konflikt między Komisją Europejską a Polską, w którym spór o ochronę Puszczy Białowieskiej stawał się pretekstem do podważania regulacyjnej roli Komisji w ustroju Unii i otwartego kwestionowania autorytetu Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Byliśmy w tym pierwsi. I jak na razie jedyni.
Wydawało się leśnikom, że leśnicy mogą. Bo w Polsce mogą wszystko, to i Unii też chcieli narzucić swoje „widzi mi się”. Ale nie narzucili. Na szczęście.
Na początku patrzyłem na konflikt o Puszczę Białowieską trochę w opozycji do. „ekologów” z różnych organizacji, do których miałem ograniczone zaufanie z racji tego, że czasami wyłudzali pieniądze pod pretekstem walki o Polskie środowisko naturalne. Bywało tak. Nie ma się co okłamywać.
Byłem też trochę w opozycji do ekologów mieleckich – upominających się o Puszczę Białowieską, gdy jednocześnie nikt nie protestował, kiedy wycinano to coś, co nosi jeszcze przypadkiem dumne miano Puszczy Sandomierskiej, a jest zlepkiem działek przemysłowej uprawy i eksploatacji drewna. Działek połączonych wygodnymi, szerokimi, kamiennymi drogami, budowanymi w dużej mierze za pieniądze Unii. Tej Unii, której jurysdykcję nad polskimi lasami usiłowało i usiłuje się ograniczyć.
Ale zmieniłem zdanie. Zacząłem zmieniać po konflikcie o dostęp do lasu, który nazywamy mieleckim lasem, a który – po opinii leśników z Tuszymy o wilkach w mieleckich lasach – chciano nam całkowicie ograniczyć, budując w najdurniejszej na całym na świecie ścianie wygłuszającej(?), bramy do tegoż lasu, zamykane na kłódki.
Zmieniłem zdanie, kiedy kolejne, leśne wzgórza piasku, usypywane przez setki lat przez lodowiec, który dziesięć tysięcy lat nas opuścił, porośnięte pięknym lasem, zniszczono ostatecznie w parę lat, przerabiając na podsypkę pod drogi i niszcząc nieodwracalnie wielkie fragmenty mieleckiej przyrody.
Zmieniłem zdanie, kiedy widzę, jak wokół Mielca, który walczy  o powietrze do oddychania, a właściwie w granicach miasta, wycina się leśną otulinę, tak jakby właśnie teraz trzeba było wyciąć las tuż obok Kronospanu.
Prawie 30% terytorium Polski jest objęte prawem, które nazywa się PLAN URZĄDZENIA LASU.  Prawem, które wyjęte jest spod jakiejkolwiek kontroli społecznej, którego nie można zaskarżyć, oprotestować nawet.
To wszystkowiedzący leśnicy decydują, czy akurat leśne  działki obok Mielca można wyciąć, bo drzewa „weszły w wiek rębny”, czy jeszcze się poczeka. To lasy Państwowe są prawodawcą na swoim terenie i wykonawca prawa, które sami ustalają, i które jest poza społeczną kontrolą.
A czym kierują się lasy państwowe? Ano nie przykazaniami prof. Szafera o ochronie przyrody ojczystej, jak to nam usiłują wmówić, ale kasą. KASA, Misiu, KASA. Kasa nade wszystko. Bo kasa, to wysokie zarobki. Kasa to nowe inwestycje. Kasa to liczne benefity dla leśników.
Tylko kasa się liczy. Nie interes społeczny. Dał nam przykład bonaparte Szyszko. Sam przeciwko tyranom z Unii!
Nie ma już na szczęście opalania elektrowni w Połańcu drewnem z państwowych – czyli naszych(?) – lasów. Kto wymyślił i lobbował za tą opcją? Górnicy? Chyba nie? Kto miał interes?  
No ale nie ma już współspalania węgla i drewna. Trzeba tu dodać, że drewna pełnowartościowego, nie jakiś odpadów.
W Połańcu, jak w Kronospanie, też robiło się z drzewnych pni sieczkę i wstrzykiwało ją do pieca z pyłem węglowym. Nawet maszyny były podobne. A i ludzie też ci sami, którzy wcześniej praktykowali w Mielcu.
Teraz las przerabiamy na papier i płyty wiórowe. W Mielcu o tym wszyscy doskonale wiedzą. Nie wiem, skąd przyjeżdża drewno do Kronospanu. Podobno nawet z Ukrainy. Nie to jest tu ważne (nie przyjeżdżało z Puszczy Białowieskiej - to sprawdziłem).
Ważnym jest, by widzieć związek puszczy, lasu, miejsc i częstości  jego wycinki, z życiem ludzi, no i z przemysłem.
To wszystko jest jednością. Nie można pozwolić, by lasem w mieście zarządzały Lasy Państwowe, nie pytające mieszkańców, czy może ten las wyciąć, czy nie.
No i co z tego, że działają zgodnie z prawem. Z prawem urządzania lasu, które jest ponad prawem społeczeństwa do decydowania o lesie w jego sąsiedztwie. Które jest prawem robienia tego, co się zechce.
Las nie powinien być państwowy, ale społeczny. Społeczeństwo winno mieć wpływ na las w swoim sąsiedztwie. Szczególnie taki las, jak las mielecki.  Las w Mieście i przy Mieście przemysłowym.
Może Pan Minister Kowalczyk, który nie jest leśnikiem, inaczej popatrzy na konflikt interesu społecznego i interesu Lasów Państwowych.

#OMielec na Twitter:

Zostań poinformowanym mieszkańcem Mielca!

Wydarzenia dla obywateli:

Głosy mieszkańców: